Interbud to coś więcej niż wystawa, prezentacja nowości, podglądanie konkurencji. Przez lata wykształciła się swego rodzaju społeczność branży budowlanej, powiązana nie tylko interesami zawodowymi. Na targach Interbud prezentowane były nowości technologiczne. Tak było z Ytongiem, który do Łodzi został przywieziony wprost w berlińskich targów oraz z płytą OSB. To ona zapoczątkowała rewolucję w budownictwie (pokazała ją firma Sopexim z Aleksandrowa). – opowiada Paweł Babij, prezes spółki Interservis, organizującej targi Interbud już od 25 lat.

Dwudzieste piąte targi INTERBUD skłaniają do refleksji, wspomnień. W jakim Pan jest nastroju?

 - To już 25 lat! Wierzyć się nie chce. Wtedy nie było telefonów komórkowych, Internetu. Słowem, szybkiej komunikacji, królował telefon i fax,   korzystaliśmy z usług poczty. Pamiętam jak czekaliśmy na pierwsze zgłoszenia, jak cieszyliśmy się, że przekroczyliśmy pierwszą setkę zgłoszeń. Nie   były to czasy   wielkiej popularności targów. "Budma" wystartowała 1991 r., my - trzy lata później.

Pierwsze targi "Interbud" uznaliśmy za udane. Ich start zbiegł się z początkiem dokonujących się zmian w krajowej gospodarce, z prywatyzacją sektora budownictwa. Przedsiębiorstwa przekształcały się, upadały wielkie kombinaty, powstawały nowe firmy. Dość powiedzieć, że wystawcami pierwszej edycji   "Interbudu"   byli   głównie handlowcy, reprezentanci lokalnych   firm. Kolejne lata przynosiły zmiany. Do Łodzi przyjeżdżali wystawcy z całej Polski, wytwórcy i producenci, przedstawiciele znaczących importerów. Łódzkie targi nabierały rozmachu i charakteru ponadregionalnego. I tak postrzegane są do dzisiaj.

Co jest wyróżnikiem łódzkich targów ?

- "Interbud" to coś więcej niż wystawa, prezentacja nowości, podglądanie konkurencji. Przez lata wykształciła się swego rodzaju społeczność branży budowlanej, powiązana nie tylko interesami zawodowymi. "Interservis" w jej tworzeniu miał spory udział. Byliśmy przy założeniu Łódzkiego Oddziału Izby Przemysłowo - Handlowej Budownictwa, która z czasem przekształciła się w Regionalną Izbę Budownictwa, a do której przynależność nie jest obligatoryjna, ludzi łączy wspólnota zawodowa, sympatie, przyjaźnie. Te więzi są odczuwalne przy   organizowaniu   imprezy   targowej.   Mamy liczne grono przyjaciół w budowlanym gronie. To jest satysfakcja, którą trudno   zmierzyć,   zważyć.   Choć najczęściej porozumiewamy się za pomocą poczty elektronicznej, nic nie jest w stanie zastąpić bezpośrednich kontaktów między ludźmi. My je ułatwiamy, wspieramy, kreujemy.

Skoro mowa o specyfice "Interbudu" to muszę powiedzieć o wydarzeniach towarzyszących naszym targom. O konferencjach, seminariach, spotkaniach, jednodniowych i dwudniowych. Wiele z nich weszło na stale do kalendarza „Interbudu”. Przez 25 lat było ich blisko trzysta,   zrodziły się z potrzeby szukania odpowiedzi na najbardziej pilne, aktualne problemy. Gośćmi konferencji byli ministrowie,   szefowie   urzędów   centralnych,   wojewodowie, prezydenci miast. Nie sposób wymienić tytułów owych spotkań, dość   wspomnieć dla przykładu, problemy związane z prawem budowlanym,   zamówieniami   publicznymi,   unijnymi dotacjami, budownictwem ekologicznym, wiejskim. Najdłuższy, 20-letni staż mają spotkania towarzystw budownictwa społecznego. To w Łodzi wypracowywano   wiele   decyzji   mających   wpływ   na   dalsze funkcjonowanie TBS-ów.

Na targach Interbud prezentowane były nowości technologiczne. Tak było z Ytongiem, który do Łodzi został przywieziony wprost w berlińskich targów, z płytą OSB, która zapoczątkowała rewolucję w budownictwie, (pokazała ją firma Sopexim z Aleksandrowa),   z systemami   grzewczymi, z nowoczesnymi konstrukcjami stolarki okiennej i drzwiowej.   Pierwsze solary, elektrownie wiatrowe odbierane przez wystawców i zwiedzających w przymrużeniem oka i pewnym niedowierzaniem, że coś takiego da radę ogrzać dom. Byliśmy   świadkami   zachodzących   zmian   w   technikach   i technologiach budowlanych, które znakomicie przyspieszyły pozytywne przemiany polskiego budownictwa.

Nie brakuje jednak sceptyków, którzy upatrują rychły koniec imprez targowych.
A jakie jest pana zdanie?

- Byłem i jestem optymistą. Lubię życie, lubię ludzi, dobrą energię odbieram i przekazuję dalej. "Interbud", nie jest jedyną imprezą targową naszego autorstwa. Fakt specyficzną, ma charakter, jest różnorodny, w tym tkwi jego urok i wartość. Wiem, że jest spora grupa wystawców czekających na to wydarzenie, jak sami twierdzą "Interbud" rozpoczyna sezon budowlany, a targi wymagają przygotowań, pewnej logistyki, słowem przyspieszonych decyzji. Ten rozruch przydaje się do startu do nowego sezonu, działań wspartych między innymi obserwacjami wyniesionymi z targów.

Z uwagą obserwuję zmianę pokoleniową. W wielu firmach współwłaścicielami stają   się   dzieci osób które zaczynały z nami współpracę, zawodowo przygotowani przez uczelnie, nierzadko zagraniczne. Właśnie oni chętnie przejmują stery, kreują nowe rozwiązania, wsparci doświadczeniem rodziców, tworzą nową rzeczywistość. Dlatego nie dołączę do grona czarno widzących przyszłość targów.